5 lipca 1981 roku w katowickim Spodku odbyła się premiera spektaklu „TRAGEDIA ROMANTYCZNA”. Spektakl zorganizowany przez Zarząd Regionalny NSZZ „Solidarność” obejrzało kilkadziesiąt tysięcy ludzi.
5 lipca 1981 roku w katowickim Spodku odbyła się premiera „Tragedii Romantycznej”. Spektakl zorganizowany przez Zarząd Regionalny NSZZ „Solidarność” obejrzało kilkadziesiąt tysięcy ludzi. TRAGEDIA ROMANTYCZNA, NIE TYLE WPISAŁA, ILE WRYŁA SIĘ W UMYSŁY I DUSZE MIESZKAŃCÓW ŚLĄSKA. Była to jednak nie tylko strawa duchowa. Tragedia była wynikiem żmudnej, ciężkiej, a chwilami nadludzkiej pracy wielu setek ludzi. Oprócz reżyserów, producentów, scenarzystów czy scenografów, w sumie około 40 osób, jej sukces zależał od pracy wielu anonimowych ludzi, członków Solidarności, pracowników śląskich i zagłębiowskich zakładów pracy. Scenografię, ważącą ponad 60 ton wykonano w Hucie Katowice, mundury żołnierzy carskich, uszyli pracownicy jednego ze śląskich zakładów odzieżowych. FOTOREPORTAŻ >>>[O]
DANIEL OLBRYCHSKI – TRAGEDIA ROMANTYCZNA – 1981 Fot. Ireneusz Kaźmierczak
To było jak msza…wspomina Jędrzej Lipski. Obrazy, sztandary, krzyże, pobojowisko. .. Salwy, werble, tętent koni, muzyka rosnąca dreszczem wzdłuż pleców i słowa… Słowa wielkie, wieszcze, mocne i tragiczne. .. bijące w kopułę i spadające w dół lawiną iskier. I monologi. .. Tak pamiętam „swoją” Tragedię Romantyczną.
Dwadzieścia pięć lat temu, lipcowym popołudniem, ówczesną katowicką aleją Armii Czerwonej w stronę górującego nad miastem Spodka szedł tłum. Trochę bezładnie, jak na wiec, manifestację, czy kolejną masową imprezę. Byłem wtedy w tym tłumie. Trochę podekscytowany, podenerwowany, z setkami idących ludzi, falą spłynąłem pod rondo i z falą wypłynąłem na plac przed Spodkiem. Wszyscy szli w stronę bram wejściowych Spodka. Tłum gęstniał, coraz dłuższa kolejka do wejścia, nad głowami unosił się gwar rozmów. W końcu wszedłem. Usiadłem w „swoim” sektorze. Wysoko. Po chwili zgasły światła, zapadła cisza… Potem rozbłysły reflektory, zajaśniała scena, padły pierwsze słowa… Trudno dzisiaj opisać to, co wówczas ujrzałem, to czego byłem świadkiem, to w czym wziąłem udział. To było jak msza, zbiorowe misterium, pełne modlitw, uniesień i wzruszeń. Patos słów, przeplatany burzami oklasków. Przede mną przewijały się postacie znane z telewizyjnego ekranu: Jędrusik, Gryń, Chamiec, Olbrychski, Świderski, Bilewski…
Wielcy aktorzy, odgrywający role z dzieł Słowackiego i Mickiewicza, w tym widowisku przestali być aktorami, a stali się bohaterami, których tragiczny los przeplatał się losem narodu. Konrad, Kordian, ksiądz Piotr… Pamiętam zdziwienie, gdy ujrzałem dojrzałego wiekiem Chamca wcielającego się w postać młodego Kordiana. Zamysł, początkowo nie do pojęcia, zmienił się w podziw dla tej właśnie interpretacji, wizji i samej aktorskiej gry. W owym Misterium zatracała się granica pomiędzy realnością widowni, a magią sceny. Ja zatracałem się, w słowach konradowskiej improwizacji, w pieśni o zemście, „Zemście na wroga, z Bogiem, a choćby mimo Boga”, wyśpiewywanej w takt muzyki Czesława Niemena… Przed oczami przetaczały się setki żołnierzy, w uszach brzmiały szepty spiskowców, a ponad wszystkim płynęły strofy „Do Przyjaciół Moskali”. I pamiętam jeszcze coś. Nabożną wręcz ciszę, unoszącą się nad widownią, w skupieniu opuszczającą Spodek po skończonym spektaklu.
„Niezapomniana Tragedia” Jędrzej Lipski, Piotr Mielech Dziennik Zachodni nr 156/06.07 .2006 Cały tekst o TRAGEDII ROMANTYCZNEJ Jadwigi Chmielowskiej >>>